Skąd rząd weźmie pieniądze?

Od chwili, gdy PiS objął rządy w Polsce wszyscy rozsądni ekonomiści zaczęli się zastanawiać i zadawać publicznie pytanie: „Skąd rząd PiS weźmie pieniądze na realizację księżycowych obietnic?”. Ci, którzy choć trochę orientują się w tematyce wiedzieli i wiedzą, że aby coś komuś dać to najpierw trzeba albo samemu zarobić albo innemu zabrać. I tu powstał problem, bo w planach naszego rządu na najbliższe miesiące jakoś nie widać nowych źródeł znaczącego pomnożenia budżetu państwa. A za miesiąc startuje przecież obiecany cukierek, czyli program 500+.

No to skąd wziąć na to pieniądze?

Pomysł numer 1, z którego rząd p. Beaty Szydło skorzystał już czwarty raz w tym roku (czyli w ciągu trochę ponad dwóch miesięcy) to sprzedaż obligacji skarbowych, na łączną kwotę blisko 30 miliardów złotych. Trochę mniej zorientowanym wypada wyjaśnić co to są te obligacje? A no to nic innego, jak zaciągnięcie pożyczki na z góry określony procent – czyli po upływie określonego terminu skarb państwa musi je wykupić za stosowną dopłatą. Nie byłoby to specjalnie dziwne ani straszne, gdyby nie fakt, że wszystkie te obligacje są bardzo chętnie i natychmiast kupowane od skarbu państwa przez inwestorów zagranicznych. Mówiąc wprost i językiem PiSu: rząd w szybkim tempie zadłuża kraj u zagranicznych bankierów. Kto będzie za to w przyszłości płacił? Ja, Ty a także ta pani i ci panowie, którzy głosowali na PiS no i oczywiście znacząca większość rodaków, którym się wydawało, że wybory to nie ich interes.

Problem jednak w tym, że w dalszym ciągu rządowi brakuje pieniędzy na te swoje obietnice przedwyborcze.

Skąd zatem wziąć kolejne pieniądze?

Rządowi „eksperci” wpadli na iście szatański pomysł. Otóż zaproponują tym „bogatszym” Polakom, którzy wbrew oczekiwaniom rządu zapowiedzieli już, że będą brali obiecane 500+, aby ci nie brali gotówki, tylko zamieniali od razu te pieniądze na specjalne obligacje skarbowe. Mówiąc kolokwialnie: Polaku, dajemy ci pięć stów na każde (no nie każde, niestety!) dziecko ale od razu nam je pożycz abyśmy te same pieniądze mogli dać innemu obywatelowi.

Proponuję zgłoszenie kandydaturę Pani Premier Beaty Szydło do Nagrody Nobla z ekonomii, za wdrożenie patentu jak zrobić coś z niczego.

O ile mogę oglądać obrazy Nikifora i innych prymitywistów, o tyle akceptacja takich działań na szczeblu państwa przekracza granice mojej wyobraźni.

Janusz Muzyczyszyn 

Powyższy tekst wyraża subiektywne opinie Autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *